Sep 20, 2025
Niby wiedzieliśmy, że to nastąpi, ale jednak nie przypuszczaliśmy,
że stanie się to tak szybko. Może łudziliśmy się, że obydwa
„pałace” wytrzymają nieco dłużej bez wzajemnego naparzania się.
Czar jednak prysł.
A było tak pięknie. Po ataku
rosyjskich dronów na Polskę obóz Karola Nawrockiego i otoczenie
Donalda Tuska zawarły nieformalny pakt o nieagresji. Obydwa ośrodki
władzy wykonawczej umówiły się na koordynację polityki
informacyjnej w tym zakresie. Wystarczył jednak jeden artykuł w
„Rzeczpospolitej”, by wszystko wróciło na dawne tory. Według gazety
na dom w Wyrykach na Lubelszczyźnie wcale nie spadł rosyjski dron,
tylko rakieta z polskiego F-16. I oczywiście, takie rzeczy się
zdarzają, tyle że wcale nie poszło o to, iż do takiego wypadku
doszło. Pałac Prezydencki postanowił uderzyć w rząd, przekonując,
że Karol Nawrocki nie został szczegółowo poinformowany o tej
sprawie. MON i Kancelaria Premiera utrzymują z kolei, że
prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jest w tym samym
rozdzielniku informacji, jakie wysyła codziennie Dowództwo
Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, zatem BBN miał mieć dokładnie tę
samą wiedzę, co rządzący. Pałac Prezydencki przekonuje, że tak nie
było. Ludzie prezydenta twierdzą, że owszem, jakieś informacje
przyszły, ale były ogólnikowe.
Sprawa rakiety była tylko pretekstem
do przerwania zawieszenia politycznej broni. Zresztą napięć
pomiędzy obydwoma obozami w ostatnich dniach było więcej. Wprawdzie
doszło do spotkania prezydenckiego ministra Marcina Przydacza i
wiceszefa MSZ Marcina Bosackiego w sprawie nominacji
ambasadorskich, ale ton wypowiedzi po spotkaniu wskazuje na to, że
napięcie raczej rośnie niż słabnie. W najbliższych dniach może być
jeszcze goręcej, bo na biurku prezydenta Karola Nawrockiego
wylądowała właśnie ustawa o pomocy Ukraińcom. Jej poprzednią wersję
Nawrocki zawetował, bo nie było tam wzmianki o ograniczeniu 800
plus wyłącznie do grupy pracujących Ukraińców. Rząd uzupełnił więc
ustawę, ale pominął inny warunek prezydenta — wprowadzenia zakazu
promowania banderyzmu w Polsce. To rzecz jasna zagranie pod
publiczkę — za swych rządów dając Ukraińcom świadczenia, obóz PiS
nigdy nie rozważał wprowadzenia „zakazu banderyzmu”. Tyle że dziś
pisowcy twardą walczą z Konfederacją, stąd takie żądanie.
Pytanie, czy Nawrocki nie wykorzysta
tego jako pretekstu do kolejnego weta. Gdyby tak się stało, system
pomocy Ukraińcom zostałby wysadzony w powietrze, bo obecne przepisy
wygasają wraz z końcem września.